Utwór "Przeminęło z Wiatrem" jest drugim singlem zapowiadającym płytę, która ukaże się w połowie 2019 roku oraz zapowiedzią nowego rozdziału w sferze muzyczn
"Przeminęło Z Wiatrem" to jeden z osiemnastu felietonów dotykających różnorodnych tematów: seksu, rasy, sławy, bogactwa.Felieton pochodzi z książki "Obudziłe
Przeminęło z wiatrem. 8,0. Film. 1939. 3g. 44m. od 12 lat. Kostiumowy, Wojenny. Scarlett O'Hara jest kapryśną córką właściciela posiadłości w Georgii i zakochuje się w Ashleyu Wilkes. On jednak zaręcza się z inną kobietą.
Przeminęło z wiatrem (1939) - Ekranizacja powieści Margaret Mitchell. Beztroska i bogata Scarlett O'Hara wikła się w burzliwy związek z Rhettem Butlerem.
Szybko jednak popadł w konflikt z producentem Davidem O. Selznickiem i odszedł. Zastąpił go Victor Fleming, który kłótnie z Selznickiem przypłacił załamaniem nerwowym. Film dokończył Sam Wood, ale tak naprawdę autorstwo „Przeminęło z wiatrem” należy przypisać jednak Selznickowi.
Margaret Munnerlyn Mitchell, popularly known as Margaret Mitchell, was an American author, who won the Pulitzer Prize in 1937 for her novel, Gone with the Wind, published in 1936. The novel is one of the most popular books of all time, selling more than 28 million copies. An American film adaptation, released in 1939, became the highest
mBOR. Niewiele jest książek, które doczekały się osobnych publikacji na swój temat. Niewielu jest też pisarzy, którzy zapisaliby się na kartach historii literatury pomimo, iż napisali tylko jedną powieść. Z tego właśnie względu „Przeminęło z wiatrem. Od bestsellera do filmu wszechczasów” jest pozycją wyjątkową. To ponad 450 stron opowieści o jedynej książce Margaret Mitchell. Jedynej, ale zarazem jednej z najpopularniejszych książek w historii. W 2013 roku minęło 75 lat od pierwszego wydania napisanej z rozmachem powieści o amerykańskim Południu czasów wojny secesyjnej. To, co z tej okazji przygotowali pisarka Ellen F. Brown i kolekcjoner pamiątek związanych z „Przeminęło z wiatrem”, John Wiley Jr., to prawdziwy majstersztyk, jeśli chodzi o pracę badawczą. Ta obszerna publikacja to próba odtworzenia historii z licznych dokumentów, archiwów i korespondencji. Choć autorów tej książki oficjalnie jest dwoje, to tak naprawdę praca zespołowa, bo osób, które pomogły im w dotarciu do jak najbardziej rzetelnych informacji są dziesiątki (wystarczy spojrzeć w Podziękowania). Autorzy najpierw przeprowadzają nas przez kolejne okresy życia Mitchell do okresu pisania książki i prac związanych z jej publikacją, a następnie przedstawiają kulisy tego, co działo się po jej wydaniu. Jeśli myślicie, że autor pisze bestseller i to wszystko – to jesteście w błędzie. To dopiero początek. A zarazem koniec spokojnego, ustabilizowanego życia. Czytając „Przeminęło z wiatrem” nikt z nas nie myślał raczej o tym, że jego autorka musiała całe życie walczyć o swoje dzieło. Najpierw w kwestii praw do imion postaci, praw do wydawania powieści za granicą, praw do zachowania tytułu, potem w kwestii bezprawnego wystawiania sztuk teatralnych na jej podstawie czy drukowania jej w odcinkach, a następnie w kwestii sequeli, które nielegalnie powstawały na całym świecie. Sama Mitchell nigdy nie zdecydowała się na jego pisanie, głównie dlatego, że miała dość problemów z jedną książką. Ponieważ historia Scarlett O’Hary okazała się wielkim sukcesem, Mitchell była w centrum zainteresowania mediów i czytelników. Do jej rąk trafiały codziennie setki listów z prośbami o autografy. Zapraszano ją do radia, telewizji, na spotkania w klubach książki. Prawie zawsze odmawiała. Sława bardzo ją męczyła, choć przyznawała, że zależy jej na zdobyciu międzynarodowego uznania. I to jej się zdecydowanie udało osiągnąć. Ale tego sukcesu nie byłoby, gdyby nie jej mąż, John Marsh. Kto do tej pory nie interesował się postacią Mitchell (skądinąd, dość ciekawą), ten może być zaskoczony jak wielkie wsparcie miała autorka z jego strony. To on załatwiał za nią wiele spraw, a przed wydaniem książki ślęczał z nią nad poprawkami. Choć publikacja pary badaczy to głównie książka o książce, wyłania się z niej też portret niezwykle oddanego sobie małżeństwa (Mitchell pielęgnowała męża po rozległym ataku serca), a jednocześnie ciekawy wizerunek pisarki mającej osobliwy stosunek do swojej popularności. Mitchell nie rozumiała chyba z czym wiąże się wydanie książki i tego, że konsekwencje w postaci popularności i obowiązków marketingowych są nieuniknione, jeśli wydaje się w dużym wydawnictwie. Fani powieści Mitchell znajdą w książce wiele ciekawostek (jak choćby tę, że Scarlett miała początkowo nazywać się… Pansy). Dowiedzą się, dlaczego powstał sequel (i to nie jeden, pomimo tego, że autorka go sobie nie życzyła), a także że Mitchell pisała książkę od końca. Dla fanów filmu atrakcji jest w książce mniej. Nie mniej jednak, ta publikacja to kompendium wiedzy na temat procesu wydawniczego i produkcji filmu na podstawie książki. W przypadku „Przeminęło z wiatrem”, studia filmowe interesowały się ekranizacją jeszcze zanim książka była na dobre ukończona. Dziś ta sytuacja również wydaje się aktualna, podobnie jak zmagania pisarzy z prawem autorskim, które okazuje się być nieścisłe i problematyczne. Dzięki książce Ellen F. Brown i Johna Wileya Jr. mamy niepowtarzalną możliwość zajrzeć za kulisy wydania powieści, by uświadomić sobie, że nie jest to proces ani łatwy, ani przyjemny, ani też kończący się wraz z pojawieniem się książki na sklepowych półkach. W tym sensie publikacja ta jest naprawdę godna pochwały. Niestety, siłą rzeczy, szczegółowość książki sprawia, że jest ona nużąca jak podręcznik do historii. Nagromadzenie dat, liczb, nazwisk, tłumaczeń przepisów prawnych i opisów procesów sądowych jest bowiem jej sednem. Brakuje jakiegoś cieplejszego spojrzenia na samą treść „Przeminęło z wiatrem” i jego bohaterów, czy próby wyjaśnienia jego fenomenu i odpowiedzi na pytanie: dlaczego kolejne pokolenia czytelników po tę książkę sięgały? To sprawia, że choć publikacja jest wartościowa, jej lektura prawdopodobnie w większości przypadków spotka się z rozczarowaniem, a jej koniec – z ulgą. Warto więc raczej ją sobie podczytywać od czasu do czasu, niż próbować ją „połknąć” za jednym zamachem. Malwina Sławińska
LEKCJE FILMOWE: Przeminęło z wiatremGone with the wind USA, 1939 Gatunek: melodramat Scenariusz: Dyrygent: Reżyseria: Victor Fleming Producent: Selznick International Picture, MGM Pochodzenie: Obsada: Vivien Leigh, Clark Gable, Leslie Howard, Olivia de Havilland, Hattie McDaniel, Thomas Mitchell, Barbara O'Neil Napisy: Czas trwania: 238 min Lekcja 2: Przeminęło z z wiatrem | 1939 r., reż. Victor Fleming, USA, 224 rolach głównych: Clark Gable, Vivien Leigh, Leslie Howard, Olivia de Havilland. Jeden z najsławniejszych melodramatów stawiany za wzór produkcji hollywoodzkich XX wieku. Scenariusz filmu został oparty na powieści Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell, do której prawa zakupił, za rekordową jak na owe czasy sumę 50 tys. dolarów, słynny producent David O. budżet produkcji, użycie najnowszych kamer, około dwóch tysięcy statystów i epizodystów oraz kłótnie na planie które sprawiły iż film realizowało na różnych etapach trzech reżyserów Fabuła filmu jest osadzona w czasach wojny secesyjnej i jest przedstawiana z pozycji pięknej Scarlett O’Hary, córki plantatora z Południa. Przegrana wojna wystawia na ciężką próbę przyzwyczajoną do wygód Scarlett. Na tym tle rozgrywa się historia wielkiej miłości Scarlett i Rhetta Butlera. Jego kwestia "Frankly, my dear, I don't give a damn." została wybrana przez Amerykański Instytut Filmowy jako najważniejsza spośród wszystkich kwestii filmowych wypowiedzianych kiedykolwiek na ekranie !.To epickie arcydzieło, olśniło publiczność i zdefiniowało czym powinien wyróżniać się hollywoodzki przebój: bezkompromisowym i odważnym filmowaniem, pełnym rozmachu, pasji, dramatu i ponadczasowego romansu... a to wszystko w oszałamiającym Technicolorze.
Home Ekranizacje Przeminęło z wiatrem Ekranizacja powieści Margaret Mitchell. Beztroska i bogata Scarlett O'Hara wikła się w burzliwy związek z Rhettem Butlerem. Reżyseria: George Cukor, Sam Wood, Victor Fleming Scenariusz: Oliver Garrett Premiera: (), 1939-12-15 (świat) Obsada: Vivien Leigh, Clark Gable, Leslie Howard, Olivia de Havilland, Hattie McDaniel, Thomas Mitchell, Barbara O'Neil, Evelyn Keyes, Ann Rutherford komentarze [3] Sortuj: Powiązane treści Pierwsze Oscary wręczono 88 lat temu. Od tego czasu wiele książek doczekało się przeniesienia na srebrne ekrany. Niektóre z nich zostały wyróżnione przez Akademię Filmową. Jakie? Oto krótki przegląd tych najsłynniejszych ekranizacji. Czytaj więcej
Dlaczego pożar z „Przeminęło z wiatrem”? Bo zagrano go, to znaczy wzniecono w skali 1:1. Dosłownie. Powieść Margaret Mitchell „Gone with the Wind” z 1936 r., jak i film pod tym samym tytułem z 1939 r., stały się dobrem narodowym w USA, zwłaszcza na południu. Pozwalały wyjść południowym stanom z serii upokorzeń po przegranej w wojnie secesyjnej (1861-1865). Bez choć krótkiego omówienia okoliczności tej wojny nie zrozumiemy powodzenia powieści, które to zechciał wykorzystać producent filmowy David O. Selznick, rozbuchując je dodatkowo do rozmiarów zbiorowej histerii, zanim jeszcze padł pierwszy klaps. Wojna o… Potocznie się wie, że o zaprzestanie haniebnego procederu: niewolnictwa. Chodziło jednak o coś więcej, bo o zachowanie bądź ograniczenie wolności osobistych wszystkich mieszkańców południa oraz wypłukanie ich z zasobów pod pozorem równości praw i wolności przepływu bezgotówkowego. Przykładowo południowcy chcieli kupować tańsze i lepsze od jankeskich maszyny angielskie, do czego bankiersko-przemysłowa północ nie zamierzała dopuścić. Zatem poddawała wszystkich prawom wygodnym dla wielkiego kapitału, silniejszego od zasobów niejednego państwa. Tymczasem każdy stan do niedawna był jak odrębny kraj, południowcy chcieli rządzić się po swojemu, bez wpędzania farmerów do ubóstwa poprzez kuszenie kredytami. Niewolnictwo było zapalnikiem, który, tak z przekonania, jak z cynizmu, skrzętnie wykorzystano. Z niemożności dogadania się południowe stany (Konfederacja) ogłosiły odłączenie (secesję) od stanów północnych (Unii). Wybuchła wojna. Gdyby policzyć siły, południe nie miało żadnych szans: skromny przemysł ciężki, mniejsze zasoby ludzkie, słabo rozwinięte drogi tak kołowe, jak żelazne. Konfederaci byli jednak pewni zwycięstwa: lepiej strzelali, jeździli konno i obywali się byle czym, zatem uważali, że mają przewagę. Te kalkulacje okazały się całkiem naiwnymi. Bitwy piknikowe Początkowo wszystko szło po myśli Konfederatów. Przystępowali do bitew mniej liczni, umundurowani niejednolicie (szaro-bura cywilbanda), ale pełni wigoru, dumy i wiary w słuszność sprawy. Naprzeciw stawały świetnie zaopatrzone, liczniejsze oddziały umundurowane jednolicie w granatowe kurtki i niebieskie spodnie, ale bez idei. Wszystko działo się w takt werbli i na melodię piszczałek: „I wish I was in Dixie Land” dla południowców i „Yankee doodle” dla Jankesów, tworząc piękne dla oka widowisko. Nic dziwnego, że mieszkańcy pobliskich miast zajeżdżali na okoliczne wzgórza, rozkładali kosze piknikowe i przystępowali do konsumpcji, kontenci, że oddziały oddawały sobie po kilka salw w twarz, po czym brunatno-szarzy obejmowali pole bitwy. Strony rozchodziły się, bo trzeba było opatrzyć rannych i coś zjeść. A publiczność biła brawo i ekscytowała się przypadkami zranień wśród biesiadników. „Podczas zabawy ludowej, w której udział wezmą dwie sekcje nowojorskiej straży pożarnej, uzbrojonej w klucze francuskie, pada więcej ofiar” [1] - donosiła prasa jankeska nawet wtedy, gdy bitwy były już bardzo krwawe. Bitwy na boso Wkrótce czas pikników (Unia) i balów (Konfederacja), odszedł w niepamięć. Taktyka była z wojen napoleońskich, ale broń już nie, szybkostrzelność zwiększyła się kilkukrotnie. Oddziały czołowe wystrzeliwały się więc nawzajem, co przy lokalnym poborze do wojska, powodowało, że popadanie w żałobę było punktowo całkowite. To dlatego główna bohaterka powieści i jej znajome tak szybko wdowiały. Przewaga musiała się objawić. Unia stopniowo zaczęła przysparzać maszerującej boso Konfederacji strat terytorialnych. Opanowała cały bieg rzeki Missisipi, przecinając teren przeciwnika na pół, co działo się już w warunkach wojny totalnej, z rabunkiem, mordowaniem i gwałtami. Z tych powodów w Vicksburgu, o który stoczono serię bitew, od tamtej pory długo nie obchodzono Dnia Niepodległości (4 lipca). Flota Unii ustanowiła blokadę morską. Konfederacja jednak trwała. W związku z tym na początku 1864 r. po stronie Unii pojawiła się myśl, by w głębokich rajdach uderzyć na dwa główne miasta wroga: Richmond i Atlantę. To drugie jest w powieści bardzo ważne. Atlanta 1864 Atlantę miał opanować generał William Tecumseh Sherman, praktyk wojny totalnej. Dostał 100 tys. ludzi, a swoje służby tyłowe powiększał o, jak to mówił „krzepkich Murzynów”. Naprzeciw stanął gen. Joseph Johnston z rozkazem rozbicia armii Unii, choć miał nie więcej niż 50 tys. ludzi, przeważnie starców i dzieci. Ale radził sobie całkiem dobrze. Życzeniowe dyrektywy rządu puścił mimo uszu: cofał się, walczył okopami (piechota) i rajdami na tyły przeciwnika (jazda). Gen. Sherman zygzakował, tracił czas i ludzi. Miał świadomość, że im bliżej będzie Atlanty, w tym gorszej sytuacji przyjdzie mu walczyć - wojsku groziły wyczerpanie, głód i choroby. Na szczęście dla niego rząd Konfederacji zmienił dowództwo, stawiając na czele armii jednonogiego generała Johna Hooda. Ten wydał walną bitwę w otwartym polu, a pobity cofnął się na linię umocnień bezpośrednich wokół Atlanty. Szturmy odpierał, ale osaczenie stawało się faktem. Miasto wypełniali uciekinierzy i dodatkowo ranni żołnierze Konfederacji. Scena, gdy piękna Scarlett O’Hara biegnie w ciemnoróżowej sukni przez szarą masę rannych żołnierzy (2,5 tys. leżących w jednym ujęciu), robi wrażenie. Za chwilę będzie filmowy pożar Atlanty. Lecz zanim go rozpalimy, przypatrzmy się trochę biegowi fikcyjnych wydarzeń. Przeminęło z wiatrem Kto mógł przypuszczać, że takim powodzeniem będzie się cieszyć powieść o samolubnej, rozkapryszonej dziewusze, która miała mądrą, murzyńską nianię?... A jednak nawet na północy USA są całe tłumy dziewcząt i kobiet, co chciałyby codziennie chodzić w wytwornych toaletach, mieć talie jak osa, fryzurę z anglezami, wodzić za nos przystojniaków i pomiatać służbą. I robić, co im się podoba. I podnosić się z każdej klęski. Marzenia, dobra rzecz. Wykup ich od autorki dla kina za rekordową sumę pobudził masową wyobraźnię. Każda aktorka wiedziała, że grając tę śliczną jędzę, zyska sławę i fortunę. No to się zaczęło! Przebierano w kandydatkach, jak w ulęgałkach. Były za stare, za młode, za brzydkie, za grube, nazbyt opatrzone, i tak ponad 1000! Nie nadawała się żadna, nawet Bette Davis: zagrała w filmie „Jezebel” (1938), udowadniając, że się nadaje - i to ją spaliło. Odtwórczyni żeńskiej roli głównej nadal nie było. Jednak zdjęcia rozpoczęto: od pożaru Atlanty. Pożar Atlanty Generał Hood zrozumiał, że nie utrzyma Atlanty, a zatem straci też armię. Zarządził więc ewakuację miasta. Nie dało się zabrać ze sobą zapasów wojennych. Wojsko podpaliło magazyny tak wojskowe, jak cywilne, położone w okolicach dworca kolejowego. W filmie scena ta miała być szczególnie dramatyczną. Oto w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1864 r. smukła Scarlett O’Hara prosi czerwonoustego Rhetta Butlera o pomoc w ucieczce z miasta (on to doradza), a przy tym w ewakuacji jej kuzynki ciężko chorej po połogu, noworodka i niezbędnej służącej. Konie czekają, płaski powóz też. Wychodzą na zewnątrz. Jest noc. Słychać kilka wybuchów i widać piękną, rosnącą na niebie łunę. - Hood podpalił miasto - informuje Rhett. Nieprawda - Hood podpalił magazyny, całe miasto miał spalić za kilka miesięcy inny generał. Jadą ulicami, pośród innych uciekinierów, a zwłaszcza między maszerującym w bezładzie wojskiem południowców. Wszystko rozświetla czerwono-żółte światło, czyli odbity od nieba pożar. Tak, właśnie tak to powinno wyglądać! Zaczynają się pierwsze rabunki, ktoś próbuje ukraść im konie. Rasowy przemytnik zna lepszą drogę. Chce jechać obok stacji kolejowej, to znaczy w sąsiedztwie wielkich pożarów, gdzie będzie pusto. Jak płoną magazyny? Przede wszystkim wydzielają mnóstwo dymu, zwłaszcza, gdy płonie żywność i pasza. Dym wytwarza chmurę nad pożarem, ta zaś przesłania niebo. W dzień nie robi się do tego ciemniej, tylko straszno, bo każdy człowiek ma w sobie lęk przed ogniem. Nocą zaś łuna pożaru rozświetla niebo, gdyż nawet ten czarny dym nie jest ciałem doskonale czarnym i nie pochłania całości promieniowania - część wraca na ziemię w postaci światła odbitego. To dlatego upiorna poświata nocnej ewakuacji Atlanty była w filmie tak wiarygodna. Niżej są płomienie. Oczywiście lepiej je widać na tle ciemności. Mieszają się z dymem, przez co jednorodna gęstwina jęzorów ognia jest widoczna tylko tuż nad dachami. Nieznacznie wyżej przechodzi w kłębowisko rozjarzonego dymu, iskier, tysięcy uniesionych żagwi i żagiewek, a jeszcze wyżej są kolory żółte, buraczkowe i brunatne, z obłymi kształtami kłębów dymu. Takie obrazy widać przy rozległych pożarach miast, takie też malowali malarze. Tylko na filmach ich się nie maluje, bo to bardzo trudne. I jeszcze jedno. Magazyny owych czasów miały wysokość nieprzekraczającą zasięgu kilkakrotnego podania z rąk do rąk. Zatem nie były wyższe od stodół. Zatem płomienie zaczynały się całkiem nisko, więc w fazy wymieszania przechodziły też na niższych wysokościach, nie uwidaczniając w sobie konstrukcji budynku. Wielkość łuny zależała od powierzchni pożaru. Fazę płomieniową byłoby widać tylko z bliska lub z przewyższenia. Filmowy pożar Twórcy filmu nie chcieli iść na łatwiznę. Sfilmowanie małego pożaru i nałożenie na to nakręconych gdzie indziej scen ucieczki powozem raziłoby sztucznością: płomienie są wielkimi falami ognia i gubią szczegół, a powiększona makieta wygląda jak… powiększona makieta. Coś takiego w filmie, gdzie nie sprawdziło się 1000 kandydatek do roli głównej, w dodatku kolorowym i panoramicznym, odpadało. Pożar musiał wyglądać naturalnie. Zatem co? Budować dekoracje, by je spalić?!... Pojawił się lepszy pomysł. Już od kilkunastu lat całe hektary terenów wytwórni Metro Goldwyn Mayer zastawiały bezużytecznie stare dekoracje, w tym do filmu „King-Kong” (1933, reż. Merian C. Cooper, polski lotnik, bohater wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r.). Postanowiono spalić je jako magazyny Atlanty. Odeszły koszty rozbiórki. Specjaliści od efektów specjalnych przystąpili zatem do akcji. Zbudowano prowizoryczne tory kolejowe, ustawiono na nich wagony, wśród nich takie, na których było widać beczki z napisem „powder”, czyli proch (potem byłyby skrzynie z napisem „dynamite”, a dla współczesnych realiów „semtex”). Za nimi miały stać baraki, czyli kolejowe magazyny, do których jeszcze nie dotarł pożar lub właśnie je napoczynał. Dalej miało być „morze ognia”. Żeby wszystko działało jak należy, rozprowadzono sporo rur z gazami palnymi. Problemy: po podpaleniu pożar był nie do zatrzymania; nie można było pokazać początku pożaru, czyli sztucznych skał; spalić to wszystko dało się tylko raz. W dodatku, jako puste rusztowania z cienkimi okładkami, dekoracje płonęły intensywnie, lecz krótko - gaz podtrzymujący płomienie musiał być. Rozdzielono role między specjalistów, konie zaprzężono, a kaskader z kaskaderką wsiedli do powozu. Wszystko powiodło się znakomicie. Powóz jedzie na tle ścian ognia, chłonącego na trzecim planie całkiem wysokie ni to budynki, ni to rusztowania. Nikt nie ma czasu zastanawiać się nad tym, bo na drugim planie już płoną budynki, bo coś dzieje się obok wagonów z prochem strzelniczym, bo wreszcie ruszyli dalej, a w morzu ognia było słychać huk wybuchów. Ognia było tyle, że promieniowanie od niego autentycznie parzyło kaskaderów - dziewczyna zasłania się ubraniem w sposób bardzo naturalny, woźnica kuli się, konie szaleją, a plan jest szeroki - kawał czystego ognia. Wyszły świetne zdjęcia, rzadkie w historii filmu, tylko taki malkontent jak ja zastanawiał się, z czego zbudowano te domy Atlanty (bo wierzyłem, że płonie zabudowa mieszkalna), w dodatku bez okien i stropów? Z drągów oblepionych tekturą?! I czemu tak wysokie i puste?!... Zakończenie, czyli początek i dwa pożary W czasie pożaru dekoracji, który każdy chciał obejrzeć, do Davida Selznicka podszedł jego brat i powiedział: „Mam dla ciebie Scarlett O’Harę!”. Wybredny producent obejrzał się i w świetle pożogi zobaczył bardzo szczupłą, młodą kobietę z jasnymi, szeroko otwartymi oczami o dziewczęcej, ale ostrej urodzie: angielską aktorkę Vivien Leigh, prywatnie - sekutnicę, a zarazem kochankę słynnego Lawrence’a Oliviera. Oniemiał: to ona! Wreszcie można było zacząć kręcić film. W pierwszych dniach września 1864 r. generał Sherman wszedł do Atlanty z wojskiem Unii. Po dwóch i pół miesiąca odpoczynku opuścił ją w celu osiągnięcia brzegów Atlantyku. Złupione miasto kazał spalić w całości - ocalały tylko niektóre kościoły. Na argumenty dotyczące jego popularności Sherman odparł: „Wojna to nie konkurs piękności”. Marsz Shermana do Savannah miał przejść do historii jako wyjątkowo niszczycielski - żołnierze rabowali, wybijali wszystkie napotkane zwierzęta gospodarskie, rabowali lub palili zapasy i uprawy, niszczyli wszelkie maszyny, zwłaszcza odziarniarki do bawełny, tudzież zabudowania. Oto urywek z jego wspomnień, z wiernym opisem pożaru: „Jechaliśmy z Atlanty na Decatur drogą zapchaną maszerującą piechotą i taborami (…). Za nami leżała Atlanta, czarny dym unosił się w powietrzu i wisiał niby całun nad zrujnowanym miastem. (…) Któraś z orkiestr zadęła nagle »John Brown’s soul goes marching on« (Dusza Johna Browna wciąż maszeruje - przyp. red.), co żołnierze zaraz podchwycili, i mogę powiedzieć, że nigdy przedtem nie słyszałem refrenu »Glory, glory, hallelujah!« zaśpiewanego tak dobrze i z taką werwą”.[2] W grudniu 1939 r. w Atlancie odbyła się premiera filmu. Kino na niemal 3000 miejsc, czyli pierwotnie operowy XIX-wieczny Loew’s Grand Theatre w Atlancie, w którym miała miejsce premiera „Przeminęło z wiatrem”, spłonęło 30 stycznia 1978 r. Ruinę rozebrano. W następnym odcinku przekonamy się, jak wyglądał pożar miasta w oczach pewnej malarki. W czasie premiery filmu pośród ubranej w stroje z epoki publiczności i wystrojonych aktorów zabrakło, z powodu segregacji rasowej, czarnoskórych odtwórców ról filmowych, a wśród nich Hattie McDaniel, która za rolę najcierpliwszej niani świata miała uzyskać pierwszego w dziejach Oscara dla osoby czarnoskórej. W stanach południowych jeszcze do niedawna mówiono nawet na czarnoskórych starców „chłopcze”, co można uznać za ostatni efekt wojny secesyjnej. st. bryg. Paweł Rochala jest doradcą komendanta głównego PSP
Jedna z klasycznych realizacji cyklu "Powieść w wydaniu dźwiękowym" z 1973r. Reżyseria Zofii Rakowieckiej, w rolach głównych: Ewa Wiśniewska, Krzysztof Chamiec, Zofia Saretok, Andrzej Kopiczyński, Janusz Kłosiński, Barbara Ludwiżanka, Barbara Rachwalska i Adam Mularczyk. pokaż cały opis
przeminęło z wiatrem youtube cały film