Doktryna wybrania jest wyraźnie nauczana w Piśmie Świętym. Biblia mówi nawet o tych, którzy należą do Boga, a którzy jeszcze nie uwierzyli w Niego. Bóg ich wybrał i oni należą do Niego, mimo iż jeszcze nie uwierzyli. Do niewierzących religijnych przywódców Jezus powiedział, "lecz wy nie wierzycie, bo nie jesteście z owiec moich. Temat i treść najbliższego Dnia Młodzieży stawiają przed nami świadectwo świętego Jana Apostoła, który woła: "Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam" (1 J 4, 16). W związku z tym pragnę przypomnieć wam myśl, którą wyraziłem w mojej pierwszej encyklice: "Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek Łk, 18, 9-14 Faryzeusz i celnik 9 Opowiedział też niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: 10 «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. 11 Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, Przeczytaj z podręcznika (s. 17-18) tekst biblijny Mt 14,23-33. Następnie wpisz w pierwszą kolumnę tabeli, co przyczyniło się do tego, że uczniowie przelękli się na widok Jezusa chodzącego po jeziorze, a w drugą - co pomogło im uwierzyć, że to Jezus. Proszę, bardzo potrzebne. Przeczytaj tekst, z którego usunięto trzy zdania. Wybierz w każdą lukę (8.1.–8.3.) literę, którą oznaczono brakujące zdanie (A–D), tak aby otrzymać spójny i logiczny tekst. Uwaga! Jedno zdanie zostało podane dodatkowo i nie pasuje do żadnej luki. Tajemnica Objawienia się Jezusa na godach w Kanie Galilejskiej jest dla nas spotkaniem z Jezusem - Bogiem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. On da nam wszystko, czego potrzebujemy, jeśli tylko zechcemy żyć według Jego wskazań, przedkładając też nasze potrzeby Maryi. Ona powie Synowi, co ma czynić. ZAdxgQC. dodane 2020-09-27 13:46 Pytanie to nie daje mi, od dłuższego czasu, spokoju. Nie chodzi w nim o to, czy się modlę, chodzę do kościoła, nawet nie o to, czy robię dobre uczynki. To wszystko za mało. Gdy chodzi o Boga, który ma we mnie mieszkać. A może to wystarczy? Może to ja chciałabym więcej i więcej … Ostatnio wszyscy mocno narzekają, że Kościół się kończy, że ludzi coraz mniej na mszach, że do Komunii boją się przystępować, że w starciu z współczesnymi ideologiami chrześciajaństwo już przegrało. Jednym słowem wiara słabnie w narodzie. Być może istotnie tak jest. Wszystkim jednak, którzy z radością zacierają ręce, że to już schyłek, to już koniec z katolickimi normami moralnymi, zakazami, nakazami, że oto nadchodzi wolność z nowym wyzwolonym człowiekiem, polecam przejść się wieczorom, obojetnie w który dzień, (im później tym lepiej), do kaplicy wieczystej adoracji Najświetszego Sakramentu przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach, która otwarta jest 24h. Zdziwi się każdy, kto spodziewałby się tam kilku starych babć i dziadków. Owszem, jest i babcia, która dosypia przed obliczem Pana czy pochrapujący dziadek. Ale to co mnie zawsze zachwyca, ilekroć tam wchodzę, to widok młodych chłopaków z różancami w dłoni, z brewiarzem, Pismem Świętym, dwudziesto, trzydziesto i nastolatków. Lubię tam przychodzić całkiem późno. Zastanawiam się ile mieszkańców ma Kraków? Coś około 800 tys., może już milion … i wchodząc do kaplicy myślę sobie, czy znajdzie się dziesięciu, na ten milion, którzy przyjdą uwielbić Pana. Czasami jest ich nawet więcej, czasami mniej. Są zawsze. Zaskakuje mnie, że więcej jest mężczyzn, niż kobiet (chyba przeciwnie do ogólnych statystyk). No cóż, mężczyźni lubią prowadzić nocne życie. A fakt, że skręcają do Łagiewnik, a nie do pubu z piwem jest dowodem na to, że to u stóp Jezusa szukają rozwiązań swoich spraw. To dobry znak. Nic się nie kończy. Nic nie umiera. Dopóki znajdzie się tych dziesieciu do adoracji Boga w nocy, reszta może spać spokojnie. Może się też obudzić i do nich dołaczyć, albo ich podmienić. Tak by wskazywała ludzka solidarność i miłosć bliźniego. Tak. Chrystus jest rozpoznawalny. Polub mój profil na FACEBOOKU "Młodzi tacy jak wy zwoływani byli na zgromadzenia, by uczyć się nienawidzić. Wysyłano ich, by walczyli jedni przeciw drugim. Różne świeckie mesjanizmy, które usiłowały zastąpić nadzieję chrześcijańską, okazały się potem prawdziwymi piekłami" - mówił papież-Polak. Równo 20 lat temu Jan Paweł II spotkał się z ponad dwoma milionami młodych ludzi z całego świata na polach Tor Vergata pod Rzymem. Nazwał ich „stróżami poranka”, zaapelował, aby powiedzieli „tak” Chrystusowi i nie dali się pochłonąć przeciętności. Te słowa papieża stały się programem dla całego pokolenia. „Widzę w was «stróżów poranka» o świcie tego trzeciego tysiąclecia. W pierwszej połowie gasnącego teraz wieku młodzi tacy jak wy zwoływani byli na zgromadzenia, by uczyć się nienawidzić. Wysyłano ich, by walczyli jedni przeciw drugim. Różne świeckie mesjanizmy, które usiłowały zastąpić nadzieję chrześcijańską, okazały się potem prawdziwymi piekłami. Dziś przybyliście tutaj, by potwierdzić, że w nowym stuleciu nie dacie się użyć jako narzędzia przemocy i zniszczenia. Bronić będziecie pokoju, płacąc za to własnym życiem, jeśli będzie trzeba. Nie pogodzicie się ze światem, w którym inne istoty ludzkie umierają z głodu, pozostają analfabetami, nie mają pracy. Będziecie bronić życia w każdej chwili jego ziemskiego rozwoju. Będziecie się starali ze wszystkich sił czynić tę ziemię coraz bardziej nadającą się do zamieszkiwania dla wszystkich”– mówił przed 20 laty św. Jan Paweł II. Jednym z uczestników tamtego spotkania był obecny przewodniczący włoskiego Forum Rodzin, mąż i ojciec pięciorga dzieci Gigi De Palo. „Mam u Jana Pawła II dług, którego nie potrafię spłacić inaczej, jak tylko swoim życiem” – powiedział papieskiej rozgłośni. „Bez wątpienia jesteśmy pokoleniem JPII. To, że dzisiaj jesteśmy ojcami i matkami, że mamy szczęśliwe życie, w dużej mierze zawdzięczamy jemu. Słuchałem wówczas Papieża na polach Tor Vergata razem z moją przyszłą żoną. Jego słowa były pewnego rodzaju programem na trzecie tysiąclecie, ale czuło się także, że są skierowane do każdego z osobna. Zrobiły na nas kolosalne wrażenie. Takich słów nie da się po prostu przemilczeć, trzeba się było jakoś do nich odnieść. Uderzające było zaufanie z jakim Jan Paweł II zwracał się do młodzieży. To nie były pouczenia mędrca, który mówił z góry do młodych i naiwnych, ale czułe słowa ojca, który pragnie szczęścia swoich dzieci. Ten sposób bycia Jana Pawła II wzbudzał wielki entuzjazm młodzieży. Tamte słowa wciąż trafnie opisują sytuację młodego człowieka, są niezmiennie aktualne“ – wyznał Radiu Watykańskiemu Gigi De Palo. Zobacz, jak wyglądało to spotkanie: Przeczytaj pełny tekst przemówienia: 1. Za kogo Mnie uważacie? (Mt 16, 15). Drodzy chłopcy i dziewczęta! Z ogromną radością spotykam się znowu z wami z okazji tego czuwania modlitewnego, podczas którego pragniemy wsłuchać się razem w słowa Chrystusa. Czujemy, że On jest wśród nas obecny. To On do nas mówi. «Wy za kogo Mnie uważacie?» Jezus zadaje to pytanie swoim uczniom pod Cezareą Filipową. Szymon Piotr odpowiada: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego» (Mt 16, 16). Nauczyciel kieruje wtedy do niego zaskakujące słowa: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, Synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie» (Mt 16, 17). Jakie jest znaczenie tego dialogu? Dlaczego Jezus chce usłyszeć, co ludzie o Nim sądzą? Dlaczego chce wiedzieć, co sądzą o Nim Jego uczniowie? Jezus pragnie, aby uczniowie uświadomili sobie to, co kryje się w ich umysłach i sercach, i by wyrazili swoje przekonanie. Równocześnie jednak wie, że to nie będzie tylko ich własny osąd, ale wyrażenie tego, co Bóg wlał w ich serca wraz z łaską wiary. To wydarzenie spod Cezarei Filipowej wprowadza nas niejako do «laboratorium wiary». Odsłania tajemnicę początku i dojrzewania wiary. Najpierw jest łaska objawienia: wewnętrzne, niewyrażalne udzielanie się Boga człowiekowi. Za nią idzie wezwanie do udzielenia odpowiedzi. W końcu jest odpowiedź człowieka, która odtąd będzie musiała nadawać sens i kształt całemu jego życiu. Oto czym jest wiara! Jest odpowiedzią człowieka rozumnego i wolnego na słowo Boga żywego. Pytania, które zadaje Chrystus, odpowiedzi, jakich udzielają apostołowie, a na końcu Szymon Piotr, stanowią poniekąd sprawdzian dojrzałości wiary tych, którzy są najbliżsi Chrystusowi. 2. Rozmowa pod Cezareą Filipową odbyła się w okresie przedpaschalnym, to znaczy przed męką i zmartwychwstaniem Chrystusa. Należałoby przywołać inne jeszcze wydarzenie, podczas którego Chrystus, już zmartwychwstały, sprawdził dojrzałość wiary swoich apostołów. Chodzi o spotkanie z apostołem Tomaszem. Był on jedynym nieobecnym, kiedy po zmartwychwstaniu Chrystus po raz pierwszy przyszedł do Wieczernika. Kiedy inni uczniowie powiedzieli mu, że widzieli Pana, nie chciał im wierzyć. Powiedział: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę» (J 20, 25). Po ośmiu dniach uczniowie znowu byli razem, a Tomasz z nimi. Jezus przyszedł przez zamknięte drzwi, pozdrowił apostołów słowami: «Pokój wam!» (J 20, 26), a zaraz potem zwrócił się do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» (J 20, 27). A wówczas Tomasz odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» (J 20, 28). Również jerozolimski Wieczernik był dla apostołów swego rodzaju «laboratorium wiary». Jednak to, co się tam wydarzyło z Tomaszem, sięga poniekąd dalej, poza to, co stało się pod Cezareą Filipową. W Wieczerniku stajemy wobec bardziej radykalnej dialektyki wiary i niedowiarstwa, a równocześnie wobec jeszcze głębszego wyznania prawdy o Chrystusie. Jakże trudno było uwierzyć, że znów żyje Ten, którego przed trzema dniami złożyli w grobie. Boski Nauczyciel wielokrotnie zapowiadał, że powstanie z martwych, i wiele razy dał dowody, że jest Panem życia. A jednak doświadczenie Jego śmierci było tak mocne, że wszyscy potrzebowali bezpośredniego spotkania z Nim, aby uwierzyć w Jego zmartwychwstanie: apostołowie w Wieczerniku, uczniowie w drodze do Emaus, pobożne niewiasty przy grobie... Potrzebował go także Tomasz. Kiedy jednak jego niedowiarstwo spotkało się z bezpośrednim doświadczeniem obecności Chrystusa, wątpiący apostoł wypowiedział słowa, w których wyraża się najgłębsza istota wiary: Jeżeli tak jest, jeżeli Ty naprawdę żyjesz, choć zostałeś zabity, znaczy to, że Ty jesteś «moim Panem i moim Bogiem». Przez to doświadczenie Tomasza «laboratorium wiary» wzbogaciło się o nowy element. Objawienie Boże, pytanie Chrystusa i odpowiedź człowieka zostały uzupełnione o osobiste spotkanie ucznia z żyjącym Chrystusem, ze Zmartwychwstałym. To spotkanie stało się początkiem nowej relacji między człowiekiem a Chrystusem, w której człowiek egzystencjalnie uznaje, że Chrystus jest Panem i Bogiem; nie tylko Panem i Bogiem świata i ludzkości, ale Panem i Bogiem mojego konkretnego ludzkiego istnienia. Kiedyś św. Paweł napisze: «Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych — osiągniesz zbawienie» (Rz 10, 8-9). 3. W czytaniach dzisiejszej liturgii znajdujemy opis elementów składających się na to «laboratorium wiary», z którego apostołowie wyszli jako ludzie w pełni świadomi prawdy, jaką Bóg objawił w Jezusie Chrystusie — prawdy, która miała ukształtować ich życie osobiste i życie Kościoła na przestrzeni historii. Dzisiejsze rzymskie spotkanie, droga młodzieży, jest również swego rodzaju «laboratorium wiary» dla was, dzisiejszych uczniów — dla wyznawców Chrystusa na progu trzeciego tysiąclecia. Każdy z was może odnaleźć w samym sobie dialektykę pytań i odpowiedzi, jaką opisaliśmy wyżej. Każdy może przeżywać trudności w wierze i doświadczyć też pokusy niedowiarstwa. Równocześnie jednak może też doświadczyć stopniowego dojrzewania w sobie świadomości i pewności wiary. Wciąż bowiem w tym przedziwnym laboratorium ludzkiego ducha — czyli właśnie w «laboratorium wiary» — spotykają się z sobą Bóg i człowiek. Chrystus zmartwychwstały wciąż wchodzi do wieczernika naszego życia, pozwala każdemu doświadczyć swojej obecności i wyznać: Ty, o Chryste, jesteś «moim Panem i moim Bogiem». Każdy może przeżywać trudności w wierze i doświadczyć też pokusy niedowiarstwa. Chrystus powiedział do Tomasza: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli» (J 20, 29). Każdy człowiek ma w sobie coś z apostoła Tomasza. Doznaje pokusy i niedowiarstwa i stawia zasadnicze pytania: Czy to prawda, że Bóg istnieje? Czy to prawda, że świat został przez Niego stworzony? Czy to prawda, że Syn Boży stał się Człowiekiem, umarł i zmartwychwstał? Odpowiedź przychodzi wraz z doświadczeniem Jego obecności. Trzeba otworzyć oczy i serce na światło Ducha Świętego. Wtedy przemówią do każdego otwarte rany Chrystusa zmartwychwstałego: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli». 4. Drodzy młodzi przyjaciele! Dziś również wiara w Jezusa, pójście za Jezusem śladami Piotra, Tomasza, pierwszych apostołów i świadków, wymaga opowiedzenia się po Jego stronie i nierzadko niemal nowego męczeństwa: męczeństwa tego, kto — dziś tak jak wczoraj — zostaje wezwany, by iść pod prąd, by kroczyć za Boskim Nauczycielem, by «towarzyszyć Barankowi, dokądkolwiek idzie» (por. Ap 14, 4). Nie przypadkiem, droga młodzieży, pragnąłem, aby w czasie Roku Świętego zostali przypomniani przy Koloseum świadkowie wiary dwudziestego wieku. Może od was Bóg nie zażąda przelania krwi, ale wierności Chrystusowi z pewnością tak! Wierności, której trzeba dochowywać każdego dnia. Mam na myśli narzeczonych i trudności, jakie sprawia w dzisiejszym świecie życie w czystości w oczekiwaniu na małżeństwo. Mam na myśli młodych małżonków i próby, na jakie jest narażona ich wzajemna wierność. Mam na myśli relacje między przyjaciółmi i pokusę nielojalności, jaka może się wkraść między nich. Mam także na myśli tych, którzy podjęli drogę szczególnej konsekracji, i ich wysiłki, jakie muszą nieraz podejmować, aby wytrwać w oddaniu się Bogu i braciom. Myślę też o tych, którzy szukają więzi solidarności i miłości w świecie, w którym — jak się wydaje — liczy się jedynie logika zysku i interesu osobistego czy grupowego. Może od was Bóg nie zażąda przelania krwi, ale wierności Chrystusowi z pewnością tak! Wierności, której trzeba dochowywać każdego dnia. Mam również na myśli tych, którzy działają na rzecz pokoju, a widzą, jak w różnych częściach świata rodzą się i rozwijają nowe ogniska wojny; myślę o tych, którzy działają na rzecz wolności człowieka, a widzą, że jest on jeszcze niewolnikiem siebie samego i innych; mam na myśli tych, którzy walczą, aby kochano i szanowano ludzkie życie, a muszą być świadkami częstych zamachów wymierzonych przeciw życiu i przeciw szacunkowi, jaki się mu należy. 5. Droga młodzieży! Czy trudno jest wierzyć w takim świecie? Czy trudno jest wierzyć w roku dwutysięcznym? Tak! Jest trudno. Nie należy tego ukrywać. Jest to trudne, ale z pomocą łaski jest to możliwe, jak wyjaśnił Jezus Piotrowi: «nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie» (Mt 16, 17). Tego wieczoru przekażę wam Ewangelię. Jest to dar, który Papież pozostawia wam podczas tego niezapomnianego czuwania. Słowo zawarte w Ewangelii jest słowem Jezusa. Jeśli będziecie słuchać go w milczeniu, w modlitwie, korzystając z mądrej rady waszych księży i wychowawców, którzy pomogą wam je zrozumieć i zastosować w waszym życiu — spotkacie się z Chrystusem i pójdziecie za Nim dzień po dniu poświęcając Mu swoje życie! W walce z grzechem nie jesteście sami: wielu takich jak wy walczy i dzięki łasce Bożej zwycięża! W rzeczywistości, kiedy marzycie o szczęściu, szukacie właśnie Jezusa. To On na was czeka, gdy nie zadowala was nic z tego, co znajdujecie. To On jest pięknem, które tak was pociąga. To On wzbudza w was pragnienie radykalnych wyborów, które nie pozwala wam iść na kompromisy. To On każe wam zrzucać maski, które zakłamują wasze życie. To On odczytuje w waszych sercach decyzje najbardziej autentyczne, które inni chcieliby zagłuszyć. To Jezus wzbudza w was pragnienie, byście uczynili ze swego życia coś wielkiego, byście szli za jakimś ideałem, nie dawali się pochłonąć przeciętności. Daje odwagę, by pokornie i wytrwale dążyć do doskonalenia samych siebie i społeczeństw, czyniąc je bardziej ludzkim i braterskim. To On — Chrystus. Drodzy młodzi! Wobec tych szlachetnych zadań nie stoicie sami. Są z wami wasze rodziny, wasze wspólnoty, wasi księża i wychowawcy, jest też wielu z was, którzy w ukryciu nie przestają kochać Chrystusa i w Niego wierzyć. W walce z grzechem nie jesteście sami: wielu takich jak wy walczy i dzięki łasce Bożej zwycięża! 6. Drodzy przyjaciele! Widzę w was «stróżów poranka» (por. Iz 21, 11-12) czuwających o świcie trzeciego tysiąclecia. W pierwszej połowie kończącego się wieku młodzi tacy jak wy zwoływani byli na tłumne zgromadzenia, by uczyć się nienawiści. Wysyłano ich, by walczyli jedni przeciw drugim. Zlaicyzowane mesjanizmy, które usiłowały zastąpić nadzieję chrześcijańską, okazywały się potem prawdziwym piekłem. Dziś przybyliście tutaj, by potwierdzić, że w nowym stuleciu nie dacie się użyć jako narzędzia przemocy i zniszczenia; będziecie bronić pokoju, płacąc za to własnym życiem, jeśli będzie trzeba. Nie pogodzicie się ze światem, w którym inni ludzie umierają z głodu, pozostają analfabetami, nie mają pracy. Będziecie bronić życia na każdym etapie jego ziemskiego rozwoju. Będziecie się starali ze wszystkich sił czynić tę ziemię coraz bardziej gościnną dla wszystkich. Droga młodzieży rozpoczynającego się stulecia! Mówiąc «tak» Chrystusowi, mówicie «tak» wszystkim swoim najszlachetniejszym ideałom. Modlę się, aby On królował w waszych sercach oraz w ludzkości nowego wieku i tysiąclecia. Nie lękajcie się Jemu zawierzyć. On was poprowadzi, da wam siłę, byście szli za Nim każdego dnia i w każdej sytuacji. Najświętsza Maryja Dziewica, która mówiła «tak» Bogu przez całe życie, święci apostołowie Piotr i Paweł oraz wszyscy święci i święte, którzy przez wieki pozostawili swoje ślady na drodze Kościoła, niech zachowują was zawsze w tym świętym postanowieniu! Wam wszystkim i każdemu z osobna udzielam z serca mojego błogosławieństwa. Chcę zakończyć to przemówienie, to moje orędzie, mówiąc wam, że bardzo wyczekiwałem tego spotkania z wami — najpierw tego wieczornego, a z kolei jutrzejszego, w ciągu dnia. Dziękuję wam za ten dialog, w którym uczestniczyliście przez okrzyki i oklaski. Dziękuję za ten dialog. Dzięki waszej inicjatywie, waszej inteligencji, nie był to monolog, ale prawdziwy dialog. Na zakończenie spotkania Ojciec Święty powiedział: Polskie przysłowie mówi: «Z jakim przestajesz, takim się stajesz». To znaczy: jeśli obcujesz z młodymi, sam także musisz się stać młody. Dlatego odchodzę stąd odmłodzony. Raz jeszcze pozdrawiam was wszystkich, zwłaszcza tych, którzy znajdują się najdalej, w mroku, i nic nie widzą. Ale chociaż nie mogli widzieć, na pewno mogli usłyszeć ten zgiełk. Także Rzym usłyszał ten zgiełk i nigdy go nie zapomni! Enzo Bianchi Inne życie ISBN: 978-83-60703-54-0 wyd.: Wydawnictwo SALWATOR 2007 5 „Chrystus cierpiał za was i zostawił wam wzór” 1 P 2, 21-25 Umieszczenie tego hymnu chrystologicznego w centrum części parenetycznej przypomina nam prawdę centralną, zbyt często zapominaną, a dotyczącą życia chrześcijańskiego: jeśli nie mamy fundamentu, jakim jest znajomość nauki Chrystusa, nie możemy zachowywać się po chrześcijańsku, w tzw. sposób „moralny”! Idąc dalej: w takiej sytuacji chodzi o znajomość polegającą na poznaniu cierpień Chrystusa związanych z hańbą krzyża, co dzięki wierze może mieć znaczenie zbawcze. To tu znajdujemy wzorzec postać życia chrześcijańskiego, ewangeliczne niestosowanie przemocy: Chrystus cierpiał niesprawiedliwie i każdy chrześcijanin cierpiący niesprawiedliwie może się z Nim utożsamiać! 21 Do tego bowiem zostaliście powołani, ponieważ Chrystus także cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście szli za Nim Jego śladami: 22 On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było oszustwa (Iz 53, 9); 23 znieważony nie odpowiadał zniewagą, cierpiąc, nie groził, ale powierzał się temu, który sądzi sprawiedliwie; 24 On sam poniósł nasze grzechy (Iz 53, 4. 12) w swoim ciele na drzewo krzyża, abyśmy umarli dla grzechu a żyli dla sprawiedliwości; 25 Jego rany was uleczyły (Iz 53, 5). Błądziliście bowiem jak owce (Iz 53, 6), Ale teraz powróciliście do pasterza i biskupa dusz waszych. Męka Chrystusa wzorem dla prześladowanych chrześcijan Piotr umieszcza tu kontemplowanie Chrystusa, „sługi JHWH”, 'eved Adonaj, Tego, który „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 7), uważając ją za prawdziwy fundament posłuszeństwa chrześcijan. W sercu Piotrowej parenezy stwierdzamy, że Chrystus ukazał wzór, a chrześcijanie, będąc ofiarami prześladowań, mogą i powinni brać z Niego przykład; On pierwszy stał się ofiarą władców tego świata. Wyrażając to inaczej: od chrześcijan wymaga się, by stanęli wśród ofiar, godząc się z cierpieniem i cierpliwie czekając, aby w ten sposób utożsamić się z Chrystusem, barankiem ofiarnym, który podczas swego ziemskiego życia okazywał się sługą wszystkich. W historii nie można pozostać neutralnym: albo jest się ofiarą, albo prześladowcą, tertium non datur! Dlatego chrześcijanom potrzebne jest to upodobnienie do ich Pana, który znalazł się po stronie ofiar: On doświadczył cierpienia, został skazany i ukrzyżowany, zaliczony do złoczyńców, znosił nienawiść, jaką tylko może żywić władza polityczna i religijna wobec człowieka, nad którym króluje jedynie Bóg. To ludzka necessitas wpisana w historię: ubogi, sprawiedliwy przeszkadza, winien być usunięty, ponieważ jest zawadą dla logiki i działań ludzi niegodziwych. Jego życie, znajdujące się pod znakiem synostwa i zależności od Boga, jest dla nich potępieniem, nieznośną obecnością (w związku z tym należałoby przeczytać stwierdzenia z Mdr 2, 10-20). W tym miejscu listu pojawia się wielki hymn do Chrystusa, sługi cierpiącego. To bardzo piękny tekst, wzorowy ze względu na swoją starotestamentalną hermeneutykę, jak też realistyczną parenezę skierowaną do chrześcijan. Godne uwagi jest jego znaczenie chrystologiczne; i należy podkreślić, że jest to chrystologia nosząca cechy refleksji starożytnej, nacechowanej mocnym wpływem judaistycznym: obrazy Chrystusa jako „sługi” (por. Dz 3, 4, i „sprawiedliwego” (por. Łk 23, 47; Dz 3, 14; 7, 52) przywołują Stary Testament, zwłaszcza tzw. czwartą pieśń o Słudze Pańskim (Iz 52, 13—53, 12 ), w której Piotr — czy autor hymnu włączonego później przez Piotra do jego listu — znajduje inspirację, cytując z niej nawet wprost pewne stwierdzenia. W tym hymnie można także dostrzec pewne znamię Piotrowe, co widać w związkach z mowami apostoła zawartymi w Dziejach (por. Dz 1, 16-22; 2, 14-41; 3, 11-26; 10, 34-43; 11, 1-18; 15, 6-12). Zanim zaczniemy bliższą analizę 1 P 2, 21-25, najpierw jeszcze uwaga o charakterze literackim. Tekst został zbudowany na wzór figury retorycznej zwanej chiazmem, polegającej na przestawieniu kolejności składników gramatycznych sąsiednich zdań: a) Chrystus cierpiał za was (w. 21) b1) Chrystus poniósł grzechy (w. 24) b) Chrystus grzechu nie popełnił a1) Wy zostaliście uleczeni (w. 22) (w. 25) Widać, że między nimi został zamieszczony, a zatem podkreślony w. 23: „Chrystus znieważony nie odpowiadał zniewagą, cierpiąc, nie groził, ale powierzał się Temu, który sądzi sprawiedliwie”, czyli serce przekazu, stwierdzenie, które miało zapaść w umysły adresatów listu, by umocnić ich wiarę. Śladami Chrystusa Hymn poprzedza krótkie wprowadzenie (1 P 2, 21a) zawierające pytanie i ukazujące jego źródło, stanowiące zarazem klucz do lektury: do czego powołany jest chrześcijanin? Odpowiedzią Piotra jest: „Aby był jak Chrystus”, to znaczy przyjął Jego rysy; czyli mówiąc prościej: pierwszym zadaniem chrześcijanina jest żyć tak jak żył Jezus Chrystus i czynić aktualnym bycie sługą. W Chrystusie objawiły się i słowo, i wola Boga, ponieważ w Nim ukazuje się powołanie ucznia — skoro Chrystus objawił się jako „sługa JHWH”, również i on ma być sługą. Przyjmując tę rolę, chrześcijanin może się czuć prawdziwie wolny, ponieważ króluje nad nim jedynie Bóg! Jest to jednak wolność uzyskana za wysoką cenę: wolność chrześcijanina, paradoksalnie, jest tym większa, im bardziej jest on udręczony; Kościół ma wolność tym większą, im bardziej odczuwa sprzeciw, pozbawiany jest praw, ponieważ właśnie wtedy, bardziej niż kiedykolwiek, chrześcijanin i Kościół są obrazem 'eved Adonaj. Po tym incipicie przychodzi pierwsze stwierdzenie: „Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście szli za Nim Jego śladami” (1 P 2, 21b). Piotr rozpoczyna hymn, podkreślając, że w nim znajduje się przeznaczenie cierpienia Chrystusa: „za was”, za ludzi. Należy zauważyć, że został tu zapisany jeden z najdawniejszych artykułów wiary wspólnoty chrześcijańskiej — „Chrystus umarł za nas, za nasze grzechy” (por. 1 Kor 15, 3) — a akcent spoczywa na wymiarze cierpienia wyróżniającego chrześcijan, do których list jest skierowany. Chrystus, poprzez swą uległość jako „sługa JHWH”, dał więc przykład, by chrześcijanie podążali Jego śladami. Chrystus jest zatem „wzorem” dla wszystkich wierzących i dla wyrażenia tej prawdy Piotr posługuje się obrazem bardzo bezpośrednim i konkretnym, używając ścisłego, szkolnego terminu hypogrammós, oznaczającego wzór pisma, ślad, który uczeń winien skopiować. W ten sam sposób Chrystus staje się wzorem, przykładem, który należy naśladować, paradygmatem, ponieważ w pewnym stopniu chrześcijanin pisze na nowo życie Chrystusa w swoim ciele i w ten sposób idzie za Nim Jego śladami. Nie jest to powtarzanie i naśladowanie poszczególnych aspektów Jego życia, ale przemierzenie całej drogi, którą wytyczył, pójście Jego śladami, za każdym razem w swoim życiu i poprzez nie, poprzez własne powołanie, z uwzględnieniem swojego miejsca w świecie. Oto, do czego powołany został chrześcijanin — do tego i niczego innego; powołanie to dotyczy wszystkich, bez wyjątku. Piotr naucza, że taki jest los ubogiego chrześcijanina, gdy idzie śladami ubogiego „sługi JHWH”, Chrystusa, co trafnie podkreśla użycie słowa (ep)akolouthéo, „iść za kimś, z tyłu”, typowego dla ewangelicznych opowieści o powołaniu (por. Mt 4, 19-22; 8, 19-22; 9, 9; Mk 1, 16-20; 2, 13-14; Łk 5, 9, 57-62; J 1, 43-44); nowością jest umiejętność rozróżnienia „pod inną postacią” (Mk 16, 12) śladów przejścia Chrystusa, kochając Go, mimo że się Go nie widzi (por. 1 P 1, 8)... Sam Jezus wielokrotnie ukazał się swoim uczniom jako sługa, pozostawiając im nawet paradygmatyczny czyn, jakim było obmycie nóg, czynność zwykle wykonywana przez niewolników „Wy nazywacie Mnie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 13- -15). W tym samym sensie należy przypomnieć słowa Jezusa przytoczone w Łk 22, 27, także tu w kontekście Ostatniej Wieczerzy: „Ja jestem pośród was jako ten, kto służy”. Znaczące jest to, że to Piotr tak mocno podkreśla tę służebną funkcję Chrystusa, to że jest On sługą, bo to przecież on sprzeciwił się Jezusowi w chwili obmywania nóg (por. J 13, i stanowczo buntował się, słysząc zapowiedzi męki Pana (por. Mk 8, 32-33 i par.). Piotr zrozumiał zapewne wreszcie słowa Nauczyciela: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później” (J 13, 7), i to do tego stopnia, że uznał, iż rozumienie Chrystusa jako sługi jest zasadniczym elementem, który należy przekazać chrześcijanom. Tak, teraz do każdego ucznia Jezusa kierowane są słowa, które usłyszał sam Piotr: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną” (J 13, 8)! Chrystus, „sługa JHWH” W ww. 22-25 hymnu autor rozważa mękę Chrystusa w sposób bardziej bezpośredni i dokonuje tego, aktualizując przekaz Iz 52, 13—53, 12, jak pokazuje bezpośrednie cytowanie wersetów tej strony proroka, a jeszcze bardziej ogólnie cała gęsta siatka odniesień do niej. Jezus jest ukazany jako nieskazitelny „sługa JHWH”, który grzechu nie popełnił i w którego ustach nie było oszustwa, jako Baranek niemy (por. Iz 53, 7), który potrafił w ciszy znieść swą sprawę i przekazać ją w ręce Boga (por. Jr 11, 20). Stwierdzenia te zawierają wspomnienie męki Chrystusa, udokumentowanej zwłaszcza przez tradycję wspólnoty jerozolimskiej, którą odnajdujemy w Ewangelii Marka. Narracja historyczna i teksty zaczerpnięte z Pisma splatają się i przenikają tak mocno, że stanowią w oczach czytelnika bardzo intensywną medytację męki Chrystusa: w tym człowieku nie ma żadnej przemocy, żadnej chęci zemsty czy karania, ale jednocześnie nie ma w nim śladu rezygnacji czy porzucenia misji, jest pełna i ufna determinacja kogoś, kto oddaje swoje życie w ręce Ojca! Prawdopodobnie Jezus sam interpretował swój nieuchronny koniec w świetle czwartej Izajaszowej „pieśni o słudze”. Świadczy o tym fakt, że w Łk 22, 37 odnosi do siebie treść wyroczni z Iz 53, 12 jako głęboką hermeneutykę swej męki: „To, co jest napisane, musi się spełnić na Mnie: Zaliczony został do złoczyńców”. Zarazem wydaje się oczywiste, że dla pogodzenia się ze skandalem męki i śmierci Mesjasza także pierwotna wspólnota chrześcijańska odczuwała potrzebę odwołania się do postaci „sługi JHWH”. Podkreślam ten element, ponieważ sprawą zasadniczą wydaje mi się odzyskanie świadomości skandalu, jaki stanowiła gwałtowna i haniebna śmierć Mesjasza dla żydów współczesnych Jezusowi, do których należy zaliczyć także Jego uczniów, pierwszych chrześcijan. W sumie te wersy hymnu mówią o tym, że postać „sługi JHWH” stanowiła kryterium interpretacji męki Jezusa, a z drugiej strony o tym, że znalazła ona swe całkowite urzeczywistnienie w Jezusie. Dobrze ukazuje to także epizod z Filipem i etiopskim eunuchem, opowiedziany w Dz 8, 26-40: kiedy Etiopczyk prosi Filipa o wyjaśnienie fragmentu Pisma, który właśnie czytał, czyli Iz 53, 7-8, to odpowiedź ucznia jest egzegezą dokonaną w świetle wydarzenia Chrystusa. Ofiara zadośćuczynienia pośród zgorszenia krzyżem Jeśli w 1 P 2, 22-23 znajdujemy wspomnienie misterium męki Jezusa, to w 1 P 2, 24-25 uwaga przesuwa się na objawienie jej znaczenia: kondycja Jezusa jako kogoś, kto jest Christus patiens, ma wartość zbawczą, Jego cierpienie nabiera wartości ekspiacji. Wyrażenie „Chrystus poniósł nasze grzechy w swoim ciele” (1 P 2, 24), równoległe do „Chrystus cierpiał za was” (1 P 2, 21) uwydatnia sens śmierci Jezusa: Jego śmierć była ofiarą przebłagalną (por. Mt 26, 28: „To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”). Czasownik anaphéro, „nieść” (użyty już w 1 P 2, 5), związany jest z kultem i oznacza dokonywany przez kapłanów akt niesienia ofiary na ołtarz (por. Kpł 14, 20 Septuaginta) dla zgładzenia grzechów ludu (por. Hbr 7, 27; 9, 28). Jezus zaniósł na ołtarz swoje ciało jako ofiarę, ale wraz z nim grzechy ludzi, które wziął na siebie (por. Iz 53, 11-12). Dokonało się to pośród hańby „drewna” (xýlon); termin ten przywołuje przekleństwo z Pwt 21, 22-23: „Jeśli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i powiesisz go na drzewie/drewnie, trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać, bo wiszący jest przeklęty przez Boga”. To Paweł podejmie ten temat w Ga 3, 13: „Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił — stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie (xýlon)”. Również apostoł Piotr w swych wystąpieniach używa terminu „drewno”, czyniąc aluzję do krzyża, gdy zwraca się do Sanhedrynu (por. Dz 5, 30), a następnie w mowie do Korneliusza (por. Dz 10, 39). Poprzez ten obraz pierwsze pokolenie chrześcijan próbowało zatem wyrazić nieznośny skandal krzyża (ten sam krzyż dla nas zredukował się już do symbolu religijnego!), jeszcze palącego w stwierdzeniu, jak to z 2 Kor 5, 21: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu”. Znamienne jest stwierdzenie żyda, rabbiego Tryfona z początku II wieku:Wiemy, że Mesjasz musi cierpieć i być prowadzony jak owca (por. Iz 53, 7); ale że ma być ukrzyżowany i umrzeć w sposób tak haniebny i pełen wstydu śmiercią przeklętą przez Prawo, tego nawet nie potrafimy pojąć (Justyn, Dialog z Tryfonem 89, 2). Jeśli prawdą jest, że dzięki lekturze odczytanej przez pryzmat wiary dochodzi się do interpretacji śmierci Jezusa jako ofiary przebłagalnej, to pozostaje w tym samym stopniu prawdą, że zaznał On śmierci nieszczęśnika wskutek hańbiącej męki, w pełnym tego słowa znaczeniu antyofiary, jaką była mors turpissima crucis (Tacyt)! 1 P 2, 24 jest świadectwem pewnego etapu refleksji nad męką i śmiercią Jezusa, w której doszło do złączenia tych dwóch elementów: życia złożonego w ofierze („w swym ciele”) przebłagalnej, i hańbiąca męka („na drewnie”). Dlatego krzyż, drewno — symbol przekleństwa może stać się ołtarzem, miejscem, na które ofiara ma być zaprowadzona i przedstawiona Bogu przez kapłana. Chrystus jest wówczas nie tylko przykładem, wzorem, jak to głosi pierwsza część hymnu, ale przyczyną zbawienia (por. Hbr 5, 9), by ludzie nie żyli już dla grzechu, ale dla sprawiedliwości, czyli dla pełnienia woli Bożej. A w. 24 zamyka: „Jego rany was uleczyły”, cytat z Iz 53, 5, wyrażający uleczenie, które paradoksalnie, dzięki ranom Sługi, stało się udziałem ludzi. „Teraz powróciliście do pasterza i biskupa dusz waszych” Wraz z końcowym w. 25 w tekście pojawia się nuta zachęty i pocieszenia. Z powodu grzechu wszyscy byli błądzącymi owcami, zgodnie ze stwierdzeniem z Iz 53, 6, już przez Targum interpretowanym następująco: „każda z nich zeszła na swoją drogę”; wobec tego działanie Chrystusa polegało nie tylko na uleczeniu, ale także na zgromadzeniu rozproszonych ludzi. Obrazy z 1 P 2, 25 przywołują liczne fragmenty Starego i Nowego Testamentu. Tu chciałbym przypomnieć tylko dwa. W Za 13, 7-9 znajdujemy postać uderzonego pasterza i trzody, która po okresie rozproszenia i doświadczeń zostaje zgromadzona przez Boga i przywrócona Jego przymierzu. Ten sam obraz pojawi się w Mt 26, 31-32, gdzie Jezus przywołuje Za 13, 7 w związku ze swoją męką: „Jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce ze stada. Lecz gdy powstanę, udam się przed wami do Galilei”. Czwarta Ewangelia komentuje słowa Kajfasza o konieczności zastępczej śmierci Jezusa, stwierdzając, że celem tej śmierci jest: „rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11, 52). Te same momenty przywołuje także nasz list, który interpretuje je następująco: zmartwychwstały Jezus jest Pasterzem gromadzącym owczarnię, właśnie dlatego, że wcześniej, w swej śmierci, był Barankiem (por. Ap 7, 17). Widoczna jest tu głęboka dynamika dotycząca osoby Chrystusa, a potem także wierzących, wyrażona w sposobie rozwinięcia tego hymnu chrystologicznego: na jego początku i w głównej części Jezus jest niemym Barankiem, ale przy końcu staje się Pasterzem, a chrześcijanie barankami, które wracają do Niego w miarę, jak w swym życiu stają się niemymi barankami z Iz 53. Jezus jest nie tylko Pasterzem, bo w końcu zostaje określony jako epískopos, dozorca-biskup dusz wierzących. Piotr z najwyższą pokorą, wskazując Chrystusa, stosuje tytuł oznaczający najwyższą funkcję kościelną, tytuł, który prawdopodobnie w tym okresie używany był już w tym sensie we wspólnocie chrześcijańskiej: to Chrystus, Pasterz jest jedynym biskupem dusz wierzących, a ta funkcja prawdziwie należy się tylko Jemu! A jeśli chrześcijanie rzeczywiście stają w Jego orszaku, to pośród ludzi będą wezwani do tego, by być sługami wszystkich, barankami pośród wilków (por. Mt 10, 16; Łk 10, 3), by doświadczyć, dzięki upodobnieniu się do niemego Baranka, opieki jedynego prawdziwego Pasterza i Biskupa ich dusz, „Najwyższego Pasterza” (1 P 5, 4), Jezusa Chrystusa. opr. aw/aw Ewangelia wg św. MarkaZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA CHRYSTUSA Pusty grób1 161 Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa2. 2 Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. 3 A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?» 4 Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży. 5 Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły. 6 Lecz on rzekł do nich: «Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. 7 Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział». 8 One wyszły i uciekły od grobu; ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały3. Jezus ukazuje się swoim4 9 Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. 10 Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. 11 Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. 12 Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. 13 Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. 14 W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. Ostatni rozkaz5 15 I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. 17 Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; 18 węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie». Wniebowstąpienie6 19 Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. 20 Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły. Wszyscy mamy skłonność do magicznego myślenia. Kiedy próbujemy wyjaśnić sens niezrozumiałych zdarzeń, nasz mózg pracuje tak, jakbyśmy oglądali czarodziejskie sztuczki. Koleżanka z agencji reklamowej dostała w prezencie małą szmacianą kukiełkę z rozwichrzonymi włosami. Stwierdziła, że maskotka jest podobna do znienawidzonej szefowej, dlatego postawiła ją na biurku, żeby wbijać w nią pinezki. Nie minęły dwa miesiące, a szefowa ciężko zachorowała. Znajoma zaczęła się obwiniać. "Nie wiedziałam, że to działa" - powtarzała targana wyrzutami sumienia. Kobieta wykształcona, racjonalistka, a uwierzyła w magię. Zupełnie jak uczestnicy eksperymentu z lalką wudu, przeprowadzonego kilka lat temu przez profesora psychologii Daniela Wegnera z Uniwersytetu Harvarda. Część z nich miała udawać szamanów, którzy wbijają szpilki w lalkę w obecności ochotników odgrywających role ofiar. Kiedy po pewnym czasie ci ostatni - na polecenie profesora - zaczęli symulować ból głowy, szamani byli przekonani, że to ich sprawka. Dlaczego uwierzyli w czary? - Wszyscy mamy skłonność do magicznego myślenia - tłumaczy prof. Rafał Ohme, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Jest ono charakterystyczną cechą ludzkiego umysłu i włącza się prawie zawsze, gdy stykamy się z czymś, czego nie rozumiemy i nie umiemy sobie wytłumaczyć - dodaje. W mózgu mamy nawet specjalne obwody odpowiedzialne za magiczne myślenie. Zlokalizował je niedawno przez przypadek dr Ben Parris z University of Exter w Wielkiej Brytanii. Na monitorze funkcjonalnego rezonansu magnetycznego obserwował on aktywność mózgu u osób, które oglądały magiczną sztuczkę. Iluzjonista trzymał monetę między palcami, potem zacisnął dłoń, a kiedy ją otworzył, pieniążek zniknął. Dr Parris zauważył, że podczas oglądania tej sztuczki uruchomiła się u badanych lewa półkula mózgu, te same obszary, które są aktywne, gdy ludzie znajdują się w niepewnej sytuacji albo formułują hipotezy. Stąd wniosek: kiedy próbujemy wyjaśnić sens niezrozumiałych dla nas zdarzeń, mózg pracuje tak samo, jakbyśmy oglądali sztuczki iluzjonistyczne. I działa tak nawet wtedy, gdy ktoś uważa się za racjonalistę. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo

przeczytaj tekst dlaczego uwierzyli w chrystusa